Taki ciekawy twór trafił mi się w tym roku :) Niestety, wyjechać nie wyjedziemy - stanęliśmy przed wyborem, wyjazd na majówkę czy zakup nowego aparatu i wybraliśmy aparat (Kaś, dziękuję za zrozumienie i radę). I chyba nie stało się źle, bo zapadłam na gardło, które mam w fatalnym stanie i wypada je podleczyć, a nie podróżować i imprezować. Z zapraszającymi spotkam się już niedługo na wspólnych wakacjach, co stanowi znaczną osłodę decyzji o majówkowym niewyjeżdżaniu. A to nasz planowany zakup (po kliknięciu na zdjęcie otworzy się strona ze specyfikacją):
Niedziela rodzinna wyjazdowa, poniedziałek sami ze sobą domowo. W oba dni miło było - spokojnie, rodzinnie. Czas wracać do codzienności, kończąc spożywać świąteczne smakołyki. A na deser czekają barany :)
Występ Wiktora - Warszawska Syrenka, 13.03.2012r. (po kliknięciu na zdjęcie można obejrzeć film :) )
EDIT: Syn otrzymał wyróżnienie na tymże gminnym konkursie! Na 113 osób było 6 nagród i 7 wyróżnień; ze szkoły W nie było nagrodzonych, tylko 2 wyróżnienia, dziewczynka z 3 klasy i ON. Jestem dumna jak stado pawi!!!!!!!!!!!!!!!
Mąż mój jest zodiakalnym Lwem. Ostatnio w sklepie - market - na półce zobaczyłam zwierza. Beżowy, z grzywą. Piękniasty! Złapałam pluszaka w objęcia i tak maszerowałam po sklepie, czyniąc zakupy spożywcze. Obecny ze mną w tymże sklepie małżonek popatrzył na żonę wtuloną w zabawkę, pokiwał głową i zapłacił za zwierzę. I tak oto jak go w domu nie ma, lwisko siedzi dostojnie na jego fotelu i spod obfitej grzywy okiem łypie. Przystojniak, prawda?
Swoją drogą właśnie tej grzywy małżonek mu ciut zazdrości, jako ze owłosienie własne już nie tej obfitości, co kiedyś.
Raz na cztery lata taka data, więc warto odnotować. Pogoda wyładniała, słonecznie i ciepło dziś było, co po wczorajszych całodziennych opadach śniegu stanowiło miłą odmianę. Wszystko dziś stopniało, tak słoneczko grzało i było bardzo przyjemnie na świecie. Udało mi się załatwić zieloną szkołę tam gdzie chciałam, czyli na Podlasiu - hura! A od jutra marzec, przedwiośnie, wiosna i będzie coraz milej.
... problem więc mam z przemieszczaniem się. Winna nazywa się ostroga piętowa i jest nieproszonym gościem w mojej prawej nodze. Boli. Tak po prostu boli. Jakby gwóźdź tkwił w środku. Z jazdą samochodem też nie jest dobrze, bo prawa noga obsługuje pedały gazu i hamulca i kierowca ma ją opartą na pięcie, a ja jej na pięcie oprzeć nie mogę, bo boli jeszcze bardziej. Rada jest? No jest. Ultradźwiękami się toto traktuje i nieproszony gość zostaje unicestwiony. Tyle tylko że najpierw trzeba odczekać swoje do ortopedy, który skieruje do rehabilitanta, który, po odczekaniu rzecz jasna, skieruje na te ultradźwięki, na które znów swoje trzeba odczekać. A nogi nie interesuje to wszystko i boli. Nie stać mnie na prywatne leczenie, płacę uczciwie składki na służbę zdrowia, jak widać ze skutkiem boląco-czekającym. Smutne. I boli. Bo boli.